Zniewolone śmieci

Na dobry początek…
11 listopada 2012
Spotkanie ze Stanisławem Michalkiewiczem
12 listopada 2012

Zniewolone śmieci

Miłosz Węgrzyn

W kwietniu bieżącego roku zapytałem ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina na spotkaniu w sprawie deregulacji zawodów, czy zdaje sobie sprawę z tego, że proponowane przez niego zmiany nie przysłużą się w wystarczającym stopniu zwiększeniu wolności gospodarczej, ze względu na tworzone przez rząd Donalda Tuska szkodliwe regulacje w innych obszarach ludzkiej aktywności. Jako przykład podałem uchwaloną w lipcu 2011 roku nowelizację ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, likwidującą de facto od lipca 2013 roku wolnorynkową konkurencję w branży zajmującej się wywozem śmieci. Liczyłem, że jeden z nielicznych konserwatywnych liberałów we władzach Platformy Obywatelskiej w jakiś sposób skrytykuje takiego rodzaju zmianę prawa. Niestety, minister Gowin w żaden sposób nie odniósł się do istoty mojego pytania, postanawiając dalej koncentrować się na zachwalaniu swojego pakietu deregulacyjnego, którego forsowanie – spoglądając na kartkę z kalendarza – idzie mu dosyć opornie, głównie z powodu obstrukcyjnych działań ze strony urzędników, koalicyjnego PSL-u, jak również najprzeróżniejszych grup interesu.

Tym bardziej szkoda, bo choć ktoś może powiedzieć, że kwestia wywozu śmieci jest polityczną błahostką i nie ma sensu się nad nią rozwodzić, to na tym konkretnym przykładzie można pokazać, jak nieudolność organów państwa w egzekwowaniu przepisów powoduje chęć ich „ulepszenia”, oczywiście ze szkodą dla naszych portfeli. Otóż twórcy wspomnianej nowelizacji argumentowali, że jej wprowadzenie ukróci proceder palenia odpadów lub wywożenia ich do lasu, a także pozytywnie wpłynie na statystyki dotyczące recyclingu. Nikt jednak nie pomyślał o surowym karaniu osób, które nie podpisały umowy na wywóz śmieci i pozbywają się ich w sposób zagrażający środowisku (czyli i nam wszystkim) – mądre rządowe głowy uznały, że lepiej zniszczyć konkurencję na tym rynku, a co gorsza postanowiły przekuć swoje poronione pomysły w polityczny kapitał, przedstawiając je w samych superlatywach w wyprodukowanych za publiczne pieniądze spotach reklamowych.

Do tej pory, każdy właściciel domu mógł zdecydować, z jaką firmą podpisze umowę na wywóz śmieci (oczywiście, np. w przypadku „bloków” wybór firmy spadał na barki ludzi zarządzających spółdzielnią mieszkaniową czy też wspólnotą).  Od lipca 2013 roku takiej możliwości najzwyczajniej w świecie nie będzie – odbiorcę składowanych przez nas śmieci wybierze gmina w drodze przetargu. Eksperci Krajowej Izby Gospodarczej już teraz szacują, iż spowoduje to wzrost cen za usługę od 100 do 200 procent! Dlaczego tak dużo? Powody są co najmniej trzy:

  1. Mechanizm rynkowy zostanie praktycznie wyeliminowany, gdyż to rada gminy będzie ustalać stawki za wywóz śmieci.
  2. Gminom przybędzie sporo papierkowej roboty, co zapewne w wielu przypadkach pociągnie za sobą konieczność utworzenia nowego etatu dla urzędnika (w mojej rodzinnej gminie już tak się właśnie stało)
  3. Jak przetargi, to i ryzyko korupcji. Podpisanie kontraktu na zbieranie odpadów z terenu całej gminy to łakomy kąsek, więc stawiam dolary przeciwko orzechom, że nie minie kilka miesięcy od stosowania nowych przepisów, a usłyszymy o „aferze śmieciowej” w gminie X.

Nie będę szerzej wspominał o tym, że politycy mieli głęboko w nosie głos obywateli w tej sprawie – według sondażu zleconego przez Pracodawców RP, aż 75% badanych preferuje obecny system opłat za śmieci, a dwie trzecie badanych wolałoby samodzielnie decydować o wyborze firmy zajmującej się wywozem śmieci.

Erozja wolności odbywa się takimi właśnie małymi kroczkami. Najgorsze jest jednak to, że Polacy tak łatwo przywykają do tolerowania kolejnych działań ją powodujących. Dlatego warto się zastanowić, kiedy zaistnieje ten krytyczny moment kresu cierpliwości, po którym zamiast ustawy śmieciowej, stworzonej przez obecną klasę polityczną, będziemy mieli klasę polityczną wyrzuconą do śmieci?