Sprostowanie do Borgesa

Marsz Niepodległości oczami „Sapera”
19 listopada 2012
Spotkanie z Krzysztofem Zanussim
26 listopada 2012

Sprostowanie do Borgesa

Mateusz Michułka

Przypominam sobie pewne zdanie z „Nowej antologii osobistej”, które brzmiało mniej więcej tak: „Każdemu wybitnemu pisarzowi zdarzy się napisać jedno zdanie grafomańskie i  każdemu grafomanowi jedno zdanie wybitne”. Cytuję nie brzmienie, a sens, ten jest zaś taki, że oceny cudzych słów nie można ułatwiać sobie oceną autora tychże, poprzez przypisywanie mu prostego idiotyzmu bądź prostej mądrości. Ludzi trzeba słuchać z jednakową uwagą gdyż każdemu może się zdarzyć, że będzie miał coś do powiedzenia i będzie to warte wysłuchania. Można wyłożyć tę myśl szerzej: natura rzeczy niczego nie przesądza, kłamca może dać początek prawdzie, a człowiek podły słusznej sprawie. Słowem, nigdy nic nie wiadomo. Pożytek z nauk Borgesa jest jednak nieczęsty, a radość z nich niewielka gdyż w istocie jest tak, że mądrzy mówią mądrze, głupi głupio, kłamcy kłamią itd.

Znam jednak  odstępstwa od tej reguły i niezwykłe doprawdy niespodzianki. Weźmy taki passus:

„Główną motywacją mojej aktywności publicznej była potrzeba władzy i żądza popularności. Ta druga była nawet silniejsza od pierwszej, bo chyba jestem bardziej próżny niż spragniony władzy. Nawet na pewno…” Donald Tusk

Krótkie, szczere i trafne słowa. Skąd wiem, że szczere? Fajne chłopaki, takie jak nasz premier, nie mówią wprost, że są fajne, ani tym bardziej, że czerpią z tego przyjemność, ich czar wówczas prysłby. Przyznać się do próżności wydaje się  bardzo niekorzystne, a Donald Tusk nie mówi rzeczy, na których nie korzysta. Wytłumaczenie będzie zatem takie:  bywa, że fajność przekracza już wszelkie granice (a z takim przypadkiem mamy tu do czynienia), wówczas, owszem mogą, skromnie spuszczając przy tym wzrok, przyznać swoją fajność. I będzie to fajne i wszyscy będziemy widzieć, jakie to fajne.

Cytat jest trafny gdyż autorowi udało się, jak nigdy, ująć istotę problemu. Przez istotę rozumiem  ostatnich pięć lat pod rządami Donalda Tuska, metody rządzenia, które dałoby się w całości zawrzeć w komiksie nic przy tym nie upraszczając. Niektórzy z prawicowych publicystów w próbie opisania rządów PO popełniali błąd, chcąc zawrzeć go w powieści (Wildstein) lub eseju (Ziemkiewicz). Był to błąd złej formy. Formą stosowną byłby komiks razem z kolorowym rysunkowym premier.  Źle wybrawszy formę formy i Wildstein, i Ziemkiewicz, jeśli nie stracili istotę sprawy, to co najmniej niepotrzebnie ją zagmatwali. Donald Tusk zdiagnozował sam siebie w trzech zdaniach. Nie licząc ostatecznego równoważnika „nawet na pewno…” – w dwóch. Więcej nie potrzeba.

Co możemy powiedzieć o premierze poznawszy już „główna motywację jego aktywności publicznej”?  Innym razem napisałem, że motyw komplikuje człowieka. Cała reszta, czyli środki i ewentualny rezultat, to sprawy proste i zrozumiałe, motyw  natomiast jest ludzki, wszystko prócz niego zdarza się mimochodem, przy okazji. Motyw czyni człowieka tym, kim jest. Kogo zatem zrobił z Donalda Tuska jego motyw? Przede wszystkim człowieka na niewłaściwym dla siebie miejscu. O konstrukcji psychicznej, którą trzeba nazwać powierzchowną i egotyczną w dziedzinie, która wymaga działań zdecydowanych  i istotnych, miłośnika pozoru. Rządy Donalda Tuska nie miały wiele wspólnego z polityką, był to czas starań o to, by się dobrze kojarzyć. Stąd kilkudniowe okresy milczenia, ucieczka przed zabraniem głosu bo czas medialny był niekorzystny, a nastroje społeczne niesprzyjające, dalej, odkreślanie swoich dobrych kontaktów w krajach Europy Zachodniej i unikanie dziennikarzy z mediów, których stosunek do Tuska trzeba określić jako mniej niż pozytywny. Stąd absurdalne deklaracje jak „nie róbmy polityki” – premier czuje pismo nosem, wie, że tak naprawdę polityka stoi na mu przeszkodzie do popularności więc jako człowiek, który lubi siebie i chce by inni go lubili polityki się wyrzeka.

Przychodzi mi do głowy niezręczna myśl, że z premierem mojego kraju da się coś ugrać komplementem, że da się go poderwać. Jest to myśl niezręczna gdyż dodaje premierowi uroku właściwego nastoletniej dziewczynie, a jego osobowość nabiera kształtów chorowitych i niedojrzałych.

 ***

Problem z durniami, mój drogi Borgesie, jest taki, że nie wiadomo kiedy powiedzą coś mądrego. Podobnie ma się rzecz z kłamcami i prawdą. Bądźmy więc cierpliwi, a lepiej powiedzieć: uzbrójmy się w cierpliwość.