„Sierot po PRL już nie zmienimy” – wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem

Spotkanie z Andrzejem Kosendiakiem, dyr. Filharmonii Wrocławskiej
12 listopada 2013
Spotkanie z Jarosławem Brodą, dyr. Wydziału Kultury wrocławskiego Urzędu Miasta
26 listopada 2013

„Sierot po PRL już nie zmienimy” – wywiad ze Sławomirem Cenckiewiczem

 

– Bez refleksji nad błędami okresu wojny i ignorancją wobec zagrożenia sowieckiego nie zrozumiemy do końca bohaterstwa „wyklętych” – mówi dr hab. Sławomir Cenckiewicz, historyk i publicysta, były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej.

 

WERONIKA CHWASTYK: Po konferencji Jałtańskiej sprawa Polski była jasna i klarowna – zostaliśmy zdradzeni przez sojuszników. Postanowienia Wielkiej Trójki polscy partyzanci odczuli w praktyce już wkrótce po lutym 1945 roku, choćby przy aresztowaniu szesnastu przywódców państwa podziemnego lub rozbrajaniu i mordowaniu oddziałów AK na Wileńszczyźnie. Pomimo tego, wielu nadal walczyło niezależnie od rozwiązania Armii Krajowej, zrzeszając się w kolejne ugrupowania zbrojne. Czy w Pańskiej opinii, w tak tragicznej sytuacji geopolitycznej Polski, oraz totalnym osamotnieniu na arenie międzynarodowej, jakikolwiek opór wobec władzy komunistycznej miał sens? Co sądzi Pan o akcji „Burza” i rozkazie dekonspiracji żołnierzy podziemia, do którego dostosował się między innymi patron naszej akcji – gen. August Emil „Nil” Fieldorf?

SŁAWOMIR CENCKIEWICZ: Jestem niezwykle krytyczny do całej polskiej polityki w latach 1939-1945, której funkcją było ostateczne wepchnięcie nas w objęcia Sowietów. Stąd też niemal od zawsze krytykowałem zarówno sposób, w jaki weszliśmy do wojny w 1939 roku, jak i karygodne błędy popełniane później przez ekipę gen. Sikorskiego, nie mówiąc już o nieszczęsnym Mikołajczyku.

Polska de facto uznawała za swojego wroga jedynie Niemcy, zaś w stosunku do Sowietów, nawet w okresie 1939-1941, nasz stosunek był – mówiąc delikatnie – co najmniej złożony. Później, po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, było już tylko gorzej, gdyż ze względu na nasz sojusz z Brytyjczykami zostaliśmy zmuszeni do podpisania kapitulanckiego paktu z Sowietami w 1941 roku, by później zredukować faktycznie naszą rolę do bardziej lub mniej świadomego pomagania Sowietom w ich wielkiej ofensywie na Berlin. Nawet wówczas, kiedy po Katyniu, organizacji pseudo-armii polskiej pod wodzą Berlinga, operacji „Ostra Brama” i Wołyniu, stało się jasne, że Sowieci zabiorą nam połowę terytorium i zlikwidują resztę naszych elit, władze RP w kraju i na emigracji (wyłączywszy prezydenta Raczkiewicza i Wodza Naczelnego Sosnkowskiego) kontynuowały samobójczą operację „Burza”, której skutkiem był zniszczenie stolicy Polski, autodekonspiracja i rozmontowanie całej konspiracji wobec wkraczających Sowietów.

Stąd też uważam za optymalne – i dla Polski zbawienne – stanowisko wypracowane przez opozycję anty-Sikorszczykową na emigracji (piłsudczycy i narodowcy) oraz konspirację cywilną i wojskową Narodowych Sił Zbrojnych po 1943 roku – by ograniczyć bezsensowną walkę z i tak już pokonanymi Niemcami do minimum, nie wszczynać powstania powszechnego, likwidować bandy komunistyczne i konfidentów, a wobec kolejnej agresji sowieckiej wyprowadzić elity na Zachód a wojsko częściowo również za kordon i do lasu (by tam doczekać wybuchu III wojny światowej). Niestety, okazało się, że nasze elity – w tym niestety „Nil”, którego obowiązkiem była ewakuacja na Zachód (choćby po powrocie z zesłania) – nie rozumiały tej sytuacji, ale przede wszystkim ignorowały zagrożenie sowieckie (od przed wojny, poprzez wojnę i po jej zakończeniu) myśląc, że po ogromie zbrodni niemieckich, reżim sowiecki okaże się czymś po prostu lepszym, pozwalającym na narodowe przetrwanie. To była naiwność i poważny błąd.

Czy w Pańskim najbliższym otoczeniu (np. w rodzinie) znajdują się osoby, które po 1945 roku zaangażowane były w walkę zbrojną ze wschodnim okupantem, lub brały udział w jakiejkolwiek formie działalności partyzanckiej? Na ile temat Żołnierzy Wyklętych był obecny w latach Pańskiej młodości i czy w domu rodzinnym, oraz środowisku szkolnym/uniwersyteckim, kwestie te mogły być swobodnie poruszane?

Nie pochodzę z rodziny z wielkimi tradycjami walki o niepodległość Polski. Moi antenaci – od strony matki – ginęli w wojnie obronnej 1939 roku, byli wywożeni na roboty do Niemiec (z Wielkopolski), zaś od strony ojca walczyli w powstaniu warszawskim, by po tej bezsensowej katastrofie jak wielu poprzeć komunizm, w myśl diagnozy, że Polska międzywojenna ostatecznie zbankrutowała i już nie wróci. Dla mnie osobiście „wyklęci” byli inspiracją do angażowania się w ruch antykomunistyczny w drugiej połowie lat 80., a później by zostać historykiem. Pamiętam jakie wrażenie zrobiły na mnie książki Żakiewicza i Fikusa o „Łupaszczce”. Później studiowałem wielkie zagadnienie II wojny światowej, zastanawiając się nad możliwością przetrwania w lesie „wyklętych” do czasu konfliktu Zachodu z bolszewizmem. Stąd moje zainteresowanie sprawami polskiego uchodźstwa po 1945 roku, a później książka o Tadeuszu Katelbachu – wybitnym działaczu emigracyjnym i powierniku gen. Sosnkowskiego.

Jaka jest Pańska opinia na temat tendencji wobec postrzegania historii we współczesnych mediach, w publicystyce historycznej, w debatach? Czy można zaobserwować jakąkolwiek zmianę w podejściu zwykłych obywateli do czasów komunizmu, czy też dominuje w społeczeństwie silna polaryzacja i skrajnie różne postrzeganie Żołnierzy Wyklętych (Żołnierzy Przeklętych, jak to zwykły wiadome środowiska określać walczących w podziemiu)?

Komunistów, ich pogrobowców i sierot po PRL już nie zmienimy. Ale w młodszym pokoleniu „wyklęci” się po prostu przebili i myślę, że już w świadomości Polaków zostaną. Ale ważne jest nie tylko liczenie oddziałów i hołd im składany, ale również refleksja nad naszymi błędami okresu wojny i zupełnej ignorancji wobec zagrożenia sowieckiego. Bez tego nie zrozumiemy do końca bohaterstwa „wyklętych”, nieprzejednania, ale również ich osamotnienia i beznadziei położenia po 1944 roku. Musimy to wszystko widzieć w szerszej, politycznej i historycznej perspektywie. A to z kolei może uchronić nas od kolejnych błędów prowadzących do narodowej katastrofy.

PS. Fundacja Sapere Aude ma zaszczyt zaprosić Państwa na debatę poświęconą tematyce Żołnierzy Wyklętych. Wokół Bohaterów podziemia niepodległościowego narosło wiele mitów, istnieją fakty nieznane szerszej opinii publicznej, pojawiają się różnego rodzaju kontrowersje. Poprzez debatę zastanowimy się nad wieloma istotnymi zagadnieniami – czy jakikolwiek opór po roku 1945 miał sens? Czy Żołnierze Wyklęci zasługują na miano prawdziwych Bohaterów? Na ile obecne starania o upamiętnienie „Nila”, „Łupaszki” i innych Walczących przynoszą efekt? Pomogą nam w tym prelegenci – prof. Krzysztof Szwagrzyk, dr Ryszard Kessler, mgr Grzegorz Kowal. Debata odbędzie się dzisiaj o godz. 17:00, w Audytorium Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego,. Serdecznie zapraszamy!

Wydarzenie na Facebooku: http://www.facebook.com/events/609174129138837/