Quo vadis, bratanku?

Debata „Problemy demokracji w Polsce” (26.02.2013). Spotkanie autorskie z Igorem Janke
22 lutego 2013
Wyjechać i nie przegrać
25 lutego 2013

Quo vadis, bratanku?

Miłosz Węgrzyn

Wyniki wyborów parlamentarnych na Węgrzech w 2010 roku przyczyniły się do obalenia dotychczasowego, trwałego wzorca rywalizacji, w ramach którego ostro ścierały się dwa duże bloki polityczne: lewicowo-liberalny, na czele z Węgierską Partią Socjalistyczną (MSZP) i konserwatywny, zdominowany przez Fidesz. Uzyskując w skali kraju wynik 52,73% głosów, koalicja Fidesz – Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KDNP) zapewniła sobie ponad 68,14% mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. Skutkiem było zastąpienie modelu dwublokowej rywalizacji dominacją jednej partii, naruszenie spójności w szeregach opozycji, a także pojawienie się w parlamencie całkowicie nowych ugrupowań: Jobbiku i ugrupowania Polityka Może Być Inna (LMP). Dodatkowo, potwierdzenie woli wyborców o przyznaniu Fidesz-KDNP silnego mandatu do rządzenia stanowiły wybory samorządowe z 3 października 2010. Kandydaci koalicji wygrali wybory na burmistrzów w 22 z 23 największych węgierskich miast (wyjątek – wybory w Segedynie), jak również uzyskali ponad połowę mandatów we wszystkich sejmikach w komitatach (odpowiedniki polskich województw).

Mimo całej serii przekonujących zwycięstw wyborczych sojuszu Fidesz-KDNP, utrzymanie powstałego kształtu węgierskiej sceny politycznej wydaje się moim zdaniem mało prawdopodobne z kilku względów. Po pierwsze, fatalna sytuacja węgierskich finansów publicznych, w wyniku której Unia Europejska zobligowała Węgry do obniżenia deficytu budżetowego do poziomu 3% PKB, sprawia, że rządowi Viktora Orbána ciężko będzie zrealizować wszystkie zapowiadane obietnice (np. dotyczące trwałego wzrostu gospodarczego i obniżki podatków). Ponadto, znaczna redukcja deficytu pociąga za sobą konieczność redukcji wydatków, w tym także na cele socjalne, co w świetle omawianego w moim poprzednim artykule referendum z 2008 roku może wywołać niezadowolenie dużej części elektoratu. Skutkiem takiej refleksji była cała seria zmian ustrojowych, które oprócz realizacji przez Fidesz pewnej wizji państwa, służyć mają ugruntowaniu jego dominującej pozycji w systemie partyjnym. Mowa tu zwłaszcza o nowej konstytucji (weszła w życie 1 stycznia 2012 roku), a także ustawach: medialnej i o banku centralnym. Wprowadzono również nową ordynację wyborczą, która wprawdzie nie zmieniła mieszanego charakteru systemu wyborczego, ale wprowadziła kilka modyfikacji, mających na celu w jeszcze większym stopniu uprzywilejowywać najsilniejsze ugrupowanie (m.in. mniejsza liczba posłów – 199, większy procentowy udział mandatów z okręgów jednomandatowych – 53% zamiast 46% – i jedna tura wyborów, zmiany w uwzględnianiu głosów w ramach listy krajowej).

Po drugie, przedstawione wyżej zmiany stały się katalizatorem do działań mających na celu jednoczenie się opozycji, mocno osłabionej i podzielonej w wyniku wyborów 2010. Swoistą „iskrą zapalną” okazała się kolejna nowelizacja konstytucji (podpisana przez prezydenta 9 listopada 2012 roku), wprowadzająca wobec wyborców obowiązek zgłoszenia zamiaru głosowania co najmniej na 15 dni przed wyborami parlamentarnymi (w przeciwnym wypadku wyborca nie będzie uprawniony do udziału w głosowaniu.). Jej efektem było powstanie w październiku 2012 roku ruchu wyborczego Razem 2014 (Együtt 2014), na którego czele stanął Gordon Bajnai, premier „rządu fachowców” w latach 2009–2010. Celem ruchu jest utworzenie centrolewicowej koalicji wyborczej, na co przychylnie patrzą największe ugrupowania lewicowe: MSZP, LMP i utworzona przez byłego premiera Ferenca Gyurcsány’ego Koalicja Demokratyczna.

Zorganizowana na potrzeby wyborów opozycja może okazać się poważnym wyzwaniem dla Fideszu, którego notowania sondażowe zaczęły wyraźnie spadać już rok wcześniej – według badań instytutu Tarki, w porównaniu do jesieni 2010 roku, poparcie dla partii Viktora Orbána w październiku 2011 roku spadło o połowę (do 23%). Kluczowe będzie więc zapewne zabieganie o głosy wyborców niezdecydowanych, których liczba według sondaży z końca 2012 roku oscylowała wokół 50%.