„Pełzająca rehabilitacja komuny” – wywiad ze S. Michalkiewiczem

Spotkanie z Jarosławem Brodą, dyr. Wydziału Kultury wrocławskiego Urzędu Miasta
26 listopada 2013
Przykład idzie z góry
28 listopada 2013

„Pełzająca rehabilitacja komuny” – wywiad ze S. Michalkiewiczem

– Dzisiaj, gdy część młodego pokolenia marzy tylko o tym, by wszyscy uznawali ich za cudzoziemców, eksponowanie postaw tamtych ludzi, którzy chociażby ze względu na elementarną sprawiedliwość zasługują na życzliwe wspomnienie z naszej strony, uważam za konieczne i dlatego z przyjemnością przyjmuję wasze próby upamiętnienia postaci generała Fieldorfa.

Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z Michałem Tkaczyszynem

Michał Tkaczyszyn: Powszechnie znane są słowa towarzysza Stalina, który mawiał, że wraz z postępem w budowie socjalizmu, walka klas zaostrza się. Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że po proklamowaniu świętej wojny z faszyzmem, dość amorficzne do tej pory środowisko narodowe zaostrza swoje działania wraz z postępem walki z nim? Czy im bardziej minister Sienkiewicz zakasa swe rękawy do pacyfikowania przebudzenia ideowego i politycznego tego środowiska, tym mocniej prowokuje je do zachowań nieodpowiednich?

Stanisław Michalkiewicz: Nie jestem poinformowany na temat szczegółów organizacyjnych, natomiast wydaje mi się, że ten klangor, który podniosły niezależne media głównego nurtu w postaci krzyku: „radykałowie, bandyci, homofobowie”, jest organizowany w ramach tej świętej wojny z faszyzmem. Zwraca moją uwagę dodatkowo jedna rzecz. Zupełnie wyciszone zostało oskarżenie o antysemityzm. Widocznie starsi i mądrzejsi ustąpili miejsca sodomitom, by ci drudzy też mieli okazję podsunąć światu pod nos swoją martyrologię. Na oskarżenia o antysemityzm jeszcze czas przyjdzie. Jeśli chodzi o sam Marsz Niepodległości, to wydaje mi się, że jeżeli sto tysięcy ludzi bierze udział w takim przedsięwzięciu, to jest rzeczą oczywistą, że różne osoby z rozmaitych pobudek się do tego przyłączają. Niektórzy chcą dać po prostu upust swojej energii politycznej i robią to tak, jak potrafią: komuś tam wlepią baty, a coś tam podpalą.

Splot okoliczności, który doprowadził do podpalenia budki strażnika przy ambasadzie rosyjskiej, bo nie na samym jej terenie, nie był przypadkowy. Jeżeli trasa takiego pochodu została wyznaczona akurat w tym miejscu, to należało się spodziewać, że mogą mieć miejsce rozmaite incydenty. Sama ambasada, na co zwrócili uwagę także Rosjanie, została pozbawiona odpowiedniej ochrony. Mamy tu do czynienia jednoznacznie z nagromadzeniem zbyt dużej ilości przypadków. Wbrew temu, co mówi rząd, mieliśmy do czynienia z pewnymi elementami prowokacji. Sam na nagraniach z tegorocznego Święta widziałem, jak z policyjnych samochodów wysiadały niepostronne osoby i nakładały  na głowy kominiarki. Moim zdaniem, a nikt na razie mnie za to do sądu nie podał, policjanci umundurowani zostali tego dnia zaatakowani przez policjantów w cywilu.

 

Premier zafundował nam niedawno rekonstrukcję rządu. Możemy liczyć na jakieś jakościowe zmiany w kontekście pewnych decyzji, patrząc na przykład na deklarowane jeszcze przed dwoma miesiącami sceptyczne podejście ministra Szczurka do rządowej reformy OFE, czy to tylko zagranie marketingowe i pragmatyczne, by – jak to ujął Pan w swoim felietonie w „Naszym Dzienniku” – tym razem inni „dali przyjaciołom koncesje na hurtownie spirytusu, a przyjaciółkom kupili garsoniery i brylanty”?

Tę rekonstrukcję rządu komentuję słowami: „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Jestem nieprzyjemnie zaskoczony tym, że nastąpiło pewne odwrócenie sytuacji. Normalnie, nim zastosuje się pewne rozwiązanie na ludziach, trzeba je wypróbować na szczurach. Pan Rostowski tymczasem najpierw na nas przetestował pewne kroki, a pan Szczurek zjawił się dopiero teraz. Jestem trochę zgorszony takim odwracaniem sytuacji. Dymisja ministra finansów, po tym, co tu „nawywijał”, spowoduje nieoczekiwaną aktualizację anegdotki o Aronku, i to nie tylko ze względu na żydowskie korzenie pana ministra, ale również ze względu na kontekst sytuacyjny. Oto podczas lekcji dyrektor szkoły spotyka na boisku szkolnym Aronka i surowo pyta go, dlaczego on nie w klasie. – Bo, panie dyrektorze, logiki nie ma.  – odpowiada Aronek. – Jak to: logiki nie ma? – pyta dyrektor. – Bo panie dyrektorze, ja się zesmrodziłem i pan profesor wyrzucił mnie z klasy. I teraz oni tam wszyscy siedzą, podczas gdy ja – na świeżym powietrzu – wyjaśnia Aronek.

 

Fundacja Sapere Aude od dwóch miesięcy prowadzi akcję mającą na celu upamiętnienie we Wrocławiu Generała Augusta Fieldorfa „Nila”. Działania te to odpowiedź na rosnące wśród młodych ludzi zapotrzebowania na dyskusję o ludziach pokroju „Nila” i innych Żołnierzach Wyklętych. Na temat miejsca, jakie powinni zajmować dziś w naszej historii, ciągle spotkać można wiele skrajnych opinii. Pana ulubienica – Joanna Senyszyn – zdobyła się ostatnio na żart na temat ostatniego z Wyklętych, zamordowanego przez komunistów w 1963 roku sierżanta Józefa Franczaka. Pogardliwie stwierdziła, że „biedak nie wiedział jeszcze wtedy, że skończyła się wojna”. Co Pan sądzi na temat Żołnierzy Wyklętych, nazywanych też coraz częściej Niezłomnymi? Jakie miejsce powinni zajmować dziś w historii?

Pani profesor Senyszyn jak zwykle się myli. Nie wiem, skąd ona czerpie takie wiadomości, jak ta, że Józef Franczak nie wiedział o końcu wojny. On doskonale o tym wiedział. Nie skończyło się natomiast polowanie UB na niego. Takimi wypowiedziami pani Senyszyn kompromituje się jako profesor wyższej uczelni. Nie wypada osobie z takim tytułem naukowym opowiadać jawnych głupstw. Ciężko powiedzieć, skąd bierze się ta skłonność u niej, ale zwłaszcza w swoim wieku powinna wykazywać więcej powściągliwości. Takie rzeczy przystoją, owszem, celebrytkom znacznie młodszym od niej.

Mamy dziś do czynienia z pełzającą rehabilitacją komuny – ludzi, którzy dla miłego grosza lub kariery zaparli się Boga i Polski. Komuna, zwłaszcza w pierwszym okresie, czyli w latach   1944-1956, polegała na otwartej, jawnej i bezlitosnej walce z polskością, a więc ze wszystkimi przejawami narodowego charakteru, tradycji, obyczaju i życia publicznego, które identyfikujemy z Polską. To było obiektem bezlitosnej walki i eksterminacji. Nawet gdybyśmy nie byli przekonani co do zasadności misji Żołnierzy Wyklętych, to warto ich zachowanie, oparte na heroicznej wierności, przeciwstawić chociażby wspomnianym wcześniej łajdackim postawom. Dzisiaj, gdy część młodego pokolenia marzy tylko o tym, by wszyscy uznawali ich za cudzoziemców, eksponowanie postaw tamtych ludzi, którzy chociażby ze względu na elementarną sprawiedliwość zasługują na życzliwe wspomnienie z naszej strony, uważam za konieczne i dlatego z przyjemnością przyjmuję wasze próby upamiętnienia postaci generała Fieldorfa.

Niedawno w jednym ze swoich tekstów, w kontekście zawirowań w definiowaniu pedofilii przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, zwrócił Pan uwagę na bardzo ciekawe zjawisko polegające na tym, że współczesna nauka działa coraz częściej w warunkach lobbingu i demokracji totalnej. Jakie zagrożenia mogą się za tym w przyszłości kryć? Co jeszcze mogą niedługo „przegłosować” naukowcy?

Wszystko. Spodziewam się najgorszego. Wyobrażam sobie sytuację, w którejś jakieś towarzystwo fizyczne unieważni prawo grawitacji, bądź zlikwiduje tarcie. Co my wtedy zrobimy?

 

Co Pan sądzi o idei bezwarunkowego dochodu obywatelskiego?

Każdy chciałby wypić i zakąsić bez wysiłku. Problem polega na tym, że nie ma darmowych obiadów. Za takie obywatelskie dochody ktoś musi zapłacić i nie ma odpowiedzi na pytanie, kto mógłby to zrobić.  Nie wiem, jak można by zmusić ludzi, by zostali niewolnikami tych mądrych, roztropnych i przyzwoitych, którzy chcieliby korzystać z takiego dochodu obywatelskiego?