Jak sztucznie stworzone samorządy utrudniają życie obywatelowi

XI Bal Dobroczynny Anny i Rafała Dutkiewiczów 2013
21 stycznia 2013
Erystyka lemingów. Jak dyskutować z kimś, z kim nie da się dyskutować.
28 stycznia 2013

Jak sztucznie stworzone samorządy utrudniają życie obywatelowi

Kasper Nowak

Do tej pory pisałem głównie o JOW-ach. Dziś w swoich rozważaniach chcę dotknąć innego problemu, a właściwie koncepcji rozwiązania problemu, który pojawił się w dniu wejścia w życie obecnego podziału administracyjnego. Jak za dotknięciem magicznej różdżki zmieniono liczbę województw z 49 na 16 oraz utworzono powiaty, czyli zbędne twory organizacyjne, nie mające w swoich kompetencjach nic szczególnego. Co więcej, nic, czego nie mogłyby realizować gminy.

Skąd właściwie ten temat? Otóż ostatnio okazało się, że minister Michał Boni postanowił nagradzać gminy, które będą – kolokwialnie mówiąc – „wchłaniać” inne, mniejsze (dla przykładu, gminy miejskie będą „wchłaniać” gminy wiejskie) Proces ma być finansowany z pieniędzy budżetu państwa. Nie chcę rozdrabniać się zanadto rozwijając temat samych podatków, ale moim zdaniem subwencje z budżetu państwa są drastycznie za niskie w stosunku do potrzeb poszczególnych gmin. Wspomnę jednak, że jest to jeden z niewielu pomysłów rządu (licząc od ponad sześciu lat wstecz), który spotkał się z moją aprobatą. Jest to zachowawczy ruch w kierunku tworzenia naturalnych granic gmin i miast, w kierunku tworzenia naturalnych granic społeczności lokalnych, a nie tych nakreślonych, narzuconych administracyjną kreską na mapie. Dlaczego zachowawczy? Bo brakuje w nim horyzontalnego spojrzenia na problem przejadania pieniędzy przez biurokrację.

Kilka faktów o powiatach

Nowy podział administracyjny w Polsce z 1999 roku stworzył aż 16 województw (Dlaczego „aż”? Bo moim zdaniem jest ich o 6 za dużo), a także tylko 380 powiatów (Tylko? Tak, to ironia – jest ich o jakieś 280 za dużo). Dla zwyczajnego Polaka powiat potrzebny jest po to, aby zarejestrować auto, odebrać prawo jazdy, uzyskać zgodę na budowę i … no właśnie… Przeciętnego Kowalskiego nie interesuje, że w zakresie powiatów jest np. „opieka medyczna”. Co więcej, niektóre powiaty udowadniają, iż na terenie powiatu wcale nie musi być żadnego szpitala, aby powiat funkcjonował (vide: powiat polkowicki w województwie dolnośląskim).

Idźmy dalej. W każdym powiecie jest rada, w której zasiadają radni. Uśredniając liczbę radnych na 20 (umownie – zazwyczaj jest ich więcej, ale dla obliczeń wystarczy nam ta liczba) w łatwy sposób możemy policzyć, jakie w każdym roku kalendarzowym kwoty przeznaczane są na diety dla radnych. Zakładając, że miesięczna dieta radnego to tysiąc złotych, w ciągu roku w Polsce na radnych powiatowych przeznacza się ponad 91 milionów złotych [380 powiatów * 20 radnych * 1000 złotych * 12 miesięcy].

Gdybyśmy założyli, że liczba powiatów w Polsce wynosiłaby 100, a w każdym byłoby nawet po 25 radnych i każdy otrzymywałby uposażenie w wysokości 1500zł miesięcznie, to generowałoby koszt 45 milionów złotych rocznie. Roczne oszczędności wynikające z tej reformy dałyby więc ponad 45 milionów złotych (uwzględniając tylko diety samych „niepotrzebnych” radnych). Jeśli teraz do tego doliczyć (obok redukcji liczby powiatów do 100) obowiązkową redukcję liczby członków zarządu z 5 na 3, przy dodatkowym ustanowieniu górnej granicy dochodów starosty, wicestarosty i członka zarządu na maksimum 10 tys. zł miesięcznie, to z 60 tys. złotych miesięcznie robi się 30 tys. zł miesięcznie w jednym powiecie, a w skali kraju…

Mały eksperyment.

Obecnie na każdego z członków zarządu w każdym z 380 powiatów przeznacza się łącznie 273,5 miliona złotych rocznie.

Przy propozycji 3 członków zarządu w 100 powiatach koszty ich „utrzymania” byłyby równe 36 milionów złotych rocznie.

Oszczędności? 273,5 mln zł – 36 mln zł = 237,5 mln złotych rocznie.

…uzyskalibyśmy oszczędności rzędu blisko 240 milionów złotych rocznie. Wspaniale, prawda? Patrząc przez pryzmat obecnej ordynacji wyborczej okazałoby się, że każdy senator byłby wybierany przez mieszkańców jednego powiatu, byłby tylko ich przedstawicielem.

Na samych „politykach samorządowych” (radni + członkowie zarządów) można oszczędzić rocznie blisko 300 milionów złotych. Co można za te pieniądze wybudować? O ile można obniżyć podatki? A jaka wygoda? Ogromna, zwłaszcza jeśli gmina przejmie obowiązki powiatu – wtedy w jednym urzędzie będzie można wyrobić dowód osobisty, rejestracyjny, prawo jazdy, uzyskać zgodę na budowę, przemeldować się i załatwić resztę formalności, które dla przeciętnego Nowaka są namacalnym stykiem z biurokracją).

Wspaniały pomysł, prawda? Dlaczego nierealizowany? Bo partie polityczne i ich członkowie nie żyją tylko z subwencji, czyli z pieniędzy za działalność w parlamencie. Członkowie partii politycznych muszą mieć przecież jakieś stanowiska… a im więcej tych stanowisk, tym więcej „partyjniaków” będzie zadowolonych, prawda?

Czas na reformy!

Nie wspominam o tym, że likwidacja urzędów spowoduje redukcję etatów. Celowo. Urzędy, czyli tzw. budżetówka nie powinna tworzyć miejsc pracy. Urząd nic nie produkuje, dlatego nie powinien bezzasadnie tworzyć nowych miejsc pracy. Powinien zająć się wyłącznie obsługą obywateli, i to w najmniejszym zakresie. Nie wymagamy przecież od urzędnika, że będzie opiekował się naszymi dziećmi, kiedy pójdziemy do pracy, albo że przy okazji wyrabiania dowodu osobistego wyprodukuje dla nas tablet. Ma nas wyłącznie szybko i sprawnie obsłużyć. Rozrastająca się administracja nie powinna być odpowiedzią na bezrobocie, a zaoszczędzone pieniądze z pewnością można spożytkować rozsądniej.

Na koniec odpowiem na zasadnicze pytanie: Dlaczego piszę dzisiaj o administracji publicznej, wspominam o JOW-ach, a nie np. o tym, jak policja przez ponad godzinę negocjowała z trupami?. Bo to są ważniejsze problemy. To są faktyczne problemy państwa. To o ustroju Polacy powinni debatować, a nie o tym, że w Bydgoszczy spadł śnieg. Nie dajmy się zatem ogłupiać przez media, które celowo, bądź niecelowo (nie mnie to oceniać) narzucają nam o czym powinniśmy myśleć. Nauczmy się myśleć samodzielnie. To naprawdę nie boli, a pomoże wejść Polsce na właściwe tory.

Postscriptum

Dziś rano kończyłem „dopieszczać” swój elaborat, kiedy natchnęło mnie, żeby sprawdzić informacje w lokalnej prasie. Moją uwagę zwróciła koncepcja, która ponoć wypływa z kancelarii Prezydenta RP. Otóż: „Starosta, który zostanie wybrany przez radę powiatu, będzie rządził samodzielnie„**, co oznacza, że nie będzie potrzebował do pomocy ani 5, ani nawet 3 członków zarządu. Brawo! Ponadto w cytowanym tekście czytamy, że: „Zmiany w projekcie ustawy przewidują również możliwość łączenia funkcji wójta, burmistrza czy prezydenta miasta z funkcją senatora oraz możliwość tworzenia związków komunalnych przez gminy i powiaty„**. To jest to na co czekałem. To jest zaczyn, którego nie można zmarnować. Jeszcze tylko redukcja liczby województw, powiatów, jednomandatowe okręgi w wyborach do Sejmu RP, ustalenie górnej granicy kadencyjności posłów i… będę zadowolony.

** źródło cytatów z Postscriptum: http://www.lubin.pl/aktualnosci,23672,starosta_ma_rzadzic_sam.html