Bezwarunkowy (do)chód w kierunku katastrofy – cz. I

Nakręć się na pomoc!
12 grudnia 2013
27 postulatów
18 grudnia 2013

Bezwarunkowy (do)chód w kierunku katastrofy – cz. I

 

Piotr Zapałowicz- wiceprezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE), doktorant Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Autor monografii „Wolny rynek a socjalizm XXI w. Porównanie polityki gospodarczej Augusto Pinocheta w Chile i Hugo Cháveza w Wenezueli”, która ukazała się w 2013 r. Wpis gościnny.

Lewicowi działacze co jakiś czas zaskakują opinię publiczną swoimi pomysłami, jednak chyba w ostatnich latach nie było bardziej absurdalnej idei, niż „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy”. Co gorsza, zdobył on całkiem spory poklask wśród europejskiej gawiedzi i wywalczył dla siebie przynajmniej kilkadziesiąt minut taśmy również w polskich mediach. Spróbujmy zatem przyjrzeć się temu postulatowi i rozłożyć go na części pierwsze. Dziś – pierwsza część tekstu. Kolejne w najbliższych dniach.

Na czym polega Bezwarunkowy Dochód Podstawowy?

Postulanci chcą, jak mówił w audycji RDC aktywista Domu Wszystkich Polska Rafał Szumny, by BDP był mechanizmem zastępującym dotychczasowe działania polityki społecznej państwa w zakresie świadczeń pieniężnych. Wskazują oni na nierówności społeczne, nierzadko pogłębiające się, jako przyczynę trwania w biedzie lub skrajnej biedzie. Zwracają uwagę na brak sprawiedliwości społecznej w sytuacji, gdy mała grupa osób posiada ogromne, niemal nieograniczone zasoby, a ogromne rzesze nie są w stanie łączyć końca z końcem. Inny z postulantów BDP, publicysta Krzysztof Lewandowski, na antenie RDC powiedział, że w Polsce „w coraz większym stopniu należy nam się korzystanie z dobrobytu”.

W założeniu BDP ma być uniwersalnym mechanizmem gwarantującym przeżycie dla każdego człowieka. Każda osoba objęta systemem BDP miałaby otrzymywać pewną kwotę pieniędzy, która – ustalona odgórnie – pozwalałaby jej na utrzymanie się niezależnie od wykonywania pracy zawodowej. Celem BDP, zdaniem postulujących, ma być bardziej sprawiedliwa redystrybucja dochodu. Co istotne: redystrybucja, a nie dystrybucja. Chcą więc oni, by BDP był przyznawany aposteriorycznie, w zależności od osiąganych dochodów. Kto zarabia więcej, BDP nie dostaje; kto zarabia mniej, lub wcale – jest objęty świadczeniem.

Idea nie jest nowa – powstała już na początku XX w. i choćby w latach 60. była twórczo rozwijana nawet przez takich uznanych naukowców, jak noblista z dziedziny ekonomii Milton Friedman. On nazwał ją zgrabnie „ujemnym podatkiem dochodowym”. Pomysł był nieco odmienny; ekonomista chciał dofinansowywać tylko po części tych, którzy założonego dochodu, np. 2000 USD miesięcznie, nie osiągają, tzn. poprzez ujemną stawkę podatku. Jeżeli stawka dla zarabiających ponad 2000 USD miałaby wynieść np. 20%, dla zarabiających poniżej 2000 USD miałaby wynieść -20% od tej kwoty, której brakuje im do 2000 USD (na przykład zarabiający 1500 USD otrzymywałby 100 USD zasiłku, a zarabiający 2500 USD płaciłby 100 USD podatku). Gdy noblista dogłębnie przeanalizował jego efekty, dość szybko wycofał się z tego pomysłu.

Ile powinien wynosić BDP i komu powinien zostać wypłacany?

Postulanci BDP nie mówią kategorycznie, ile powinien wynosić BDP. Rafał Szumny wskazuje jednak, że w obecnej sytuacji możliwe byłoby – w razie wycofania się z pozostałych działań w zakresie finansowej pomocy państwa w ramach polityki społecznej – wypłacenie każdemu obywatelowi 500 PLN miesięcznie. Inni twierdzą, że powinno to być 1000 PLN, lub więcej.

Zdaniem Krzysztofa Lewandowskiego, najbardziej optymalnym wariantem BDP byłby taki, który nie zwiększałby presji na wielodzietność. A więc wypłacany byłby osobom powyżej 18 roku życia, a nie wszystkim.

Zanim przejdziemy do dalszych rozważań, określmy jeszcze jedną ważną kwestię. Nie ma żadnego znaczenia, na jakim poziomie będziemy rozważać BDP, z uwagi na brak immanentnej wartości pieniądza. Odkąd bowiem pieniądz przestał mieć pokrycie w realnych dobrach (czy to w złocie, czy czymkolwiek innym), ma jedynie wartość umowną – psychologiczną.

Każda z wypłacanych kwot miałaby, już w momencie wypłacenia, zupełnie inną wartość niż ta, jaką moglibyśmy rozważać przy obecnych warunkach na rynku. Być może gdybyśmy analizowali to nieszczęsne 500 PLN wspomniane przez Rafała Szumnego, to z uwagi na zmianę wartości pieniądza po jej wypłaceniu, mogłoby ono mieć siłę nabywczą obecnych 300 czy 400 PLN. Podobnie z postulowaną przez aktywistów BDP kwotą 2500 CHF do wypłaty każdemu w Szwajcarii – taka kwota, gdyby BDP przeszedł przez referendum w tym kraju, miałaby i wówczas inną (znacznie niższą) wartość na rynku szwajcarskim. O ile niższą – do takiego stwierdzenia mamy niewystarczające dane.

Kwota podana przez Rafała Szumnego oczywiście jest nie tylko wzięta z sufitu, ale w dodatku taka, która – nawet biorąc pod uwagę obecny poziom cen – w przypadku osób znajdujących się w biedzie i w skrajnej biedzie, nie dawałaby im możliwości przeżycia „od pierwszego do pierwszego”. Na zasadzie brzytwy Ockhama należy nam zatem odrzucić tę wartość jako absurdalną.

Postulanci BDP wspominają, że powinna być to kwota wypłacana jedynie wówczas, gdy ktoś nie uzyskuje dochodów ją przewyższających. Gdyby więc była wypłacana jedynie osobom powyżej 18 roku życia, system BDP objąłby jedynie bezrobotnych, niepełnosprawnych, tych, których styl życia wyklucza zarabianie pieniędzy (np. squotersów, żebraków czy innych bumelantów) i obracających się w szarej strefie. W porównaniu do obecnej sytuacji, w przypadku bezrobotnych z prawem do zasiłku czy niepełnosprawnych objętych rentą, ich wejście w system BDP byłoby realną obniżką dotychczasowych poborów. Co za tym idzie, jedyni zyskujący na wprowadzeniu BDP to byliby niepracujący z własnej woli i ci, którzy nie uzyskują żadnego legalnego przychodu.