2013 – rok przejściowy?

Bezwarunkowy (do)chód w kierunku katastrofy – cz. II
30 grudnia 2013
Bezwarunkowy (do)chód w kierunku katastrofy – cz. III i ostatnia
8 stycznia 2014

2013 – rok przejściowy?

Kamil Rybikowski – prezes wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia KoLiber. Wpis gościnny

Rok 2013 raczej nie będzie należał do tych, które będziemy pamiętali jakoś specjalnie długo ze względu na wydarzenia mające w nim miejsce. Bynajmniej, nie oznacza to, że był to rok nudny, lecz bardziej niejednoznaczny. Taki, którego skutki odczujemy być może dopiero za jakiś czas.

Kościół na rozdrożu

Bezapelacyjnie w moim subiektywnym rankingu wydarzeniem 2013 roku była zmiana na tronie Piotrowym, poprzedzona abdykacją Benedyktyka XVI i konklawe.

Choć wiele osób powątpiewa w siłę oddziaływania współczesnego Kościoła na życie publiczne, to jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że decyzja ogłoszona 11 lutego wprawiła wielu w zdumienie i stała się tematem istotnym, nawet dla niekatolickiej części świata. Informacja była tak nieprawdopodobna, że wielu nie było w stanie w nią uwierzyć. Choćby przewodniczący Komisji Episkopatu Polski abp Józef Michalik, który podczas rozmowy telefonicznej w jednej ze stacji telewizyjnych najpierw zrugał dziennikarzy, rzekomo opierających się na zmyślonych plotkach, by w momencie potwierdzenia informacji przez Radio Watykańskie zawiesić na chwile głos i z trudem wypowiedzieć kilka słów banalnego wyjaśnienia.

Historia przypomniała sobie o Celestynie V – papieżu z XIII wieku, ostatnim, którego pontyfikat nie zakończył się śmiercią. Symboliczne i dla wielu nieprzypadkowe było również uderzenie piorunem w Bazylikę św. Piotra w dzień ogłoszenia decyzji. Bezsprzecznie, Kościół stracił jednego z najwybitniejszych teologów ostatnich lat. A powody decyzji nigdy zapewne nie będą do końca znane (choć teorii spiskowych pojawia się i pojawiać się będzie mnóstwo).

Wynik Konklawe obnażył słabość tzw. watykanistów. Kardynał Bergoglio nie był wymieniany w gronie faworytów, choć jego niezauważenie powinno budzić zdziwienie. Wszak jego nazwisko pojawiło się już przy przeciekach z Konklawe w 2005 roku, kiedy to był głównym konkurentem Josepha Ratzingera (miał podobno w jednej z tur głosowania zdobyć nawet 40 głosów). Po wyborze eksperci mieli także wyraźny problem powiedzieć coś konkretnego o byłym już arcybiskupie Buenos Aires.

Pamiętając praktykę poprzednich pontyfikatów, kiedy to następcy zwykle w mniejszym lub większym stopniu kontynuowali linię poprzedników, obecnie możemy mówić wręcz o rewolucji. I bynajmniej nie chodzi tu wyłącznie o skromny styl życia czy zmiany w ubiorze. Przestawienie akcentów, mające swoje potwierdzenie w personalnych zmianach w Kurii Rzymskiej, jest faktem, widocznym nawet dla przeciętnego wiernego.

Cieszą się zwolennicy kościoła ”otwartego”, środowiska skupionego w Polsce wokół ”Tygodnika Powszechnego”, martwią tradycjonaliści. Jedni i drudzy jednak do końca nie wiedzą co ten pontyfikat przyniesie. Papież wysyła sprzeczne sygnały – z jednej strony odżegnuje się od potępienia homoseksualistów, czym zyskuje sympatię środowisk LGBT, a jednocześnie ekskomunikuje księdza w Australii, otwarcie popierającego małżeństwa homoseksualne. W wypowiedziach publicznych docenia znaczenie tradycji, co nie przeszkadza mu zakazywać odprawiania mszy w starym rycie przez Franciszkanów Niepokalanej.

Zmiana prądów w Watykanie wpłynęła oczywiście na kościelną debatę w Polsce. Środowiska antyklerykalne zaczęły wykorzystywać Franciszka do walki z ”rozpasaniem polskich biskupów”. Gdyby przed rokiem ktoś pomyślał, że Robert Biedroń czy Magdalena Środa zaczną cytować głowę Kościoła do obrony własnych tez, mógłby w najlepszym przypadku zostać uznany za nie do końca zdrowego na umyśle. Kilka skandali pedofilskich sprawiło, że Kościół musiał przejść do defensywy, choć listem atakującym ideologie gender Episkopat zamierza prawdopodobnie zaznaczyć swoją wciąż mocną pozycję. Kolejne potyczki na polu ideologicznym gwarantowane w obecnym roku.

Co tam, panie, w polityce? Teoretycznie bez zmian

Rok 2013 nie był rokiem wyborczym, co sprawiło, że minął dość spokojnie. Obserwator życia politycznego w Polsce, oderwany od informacji w 2013 roku, także i dziś (może poza nielicznymi wyjątkami) bez problemu mógłby rozeznać się w sytuacji. Koalicja PO-PSL, choć opierająca się na niewielkiej większości, trzyma się dzielnie, PiS nadal w totalnej opozycji, a lewica wciąż pogrążona we wzajemnych waśniach, choć ugrupowanie Palikota przestało mieć już w nazwie nazwisko lidera. Dziś jest ”Twoim Ruchem”, który to zyskał kilka rozpoznawalnych nazwisk.

Zmiana lidera sondaży stała się jednak faktem, co stwierdził sam premier Donald Tusk. Sondaż TNS Polska dla TVP z 4 stycznia 2013 roku dawał Platformie 42% poparcia, kiedy PiS-owi jedynie 27%. Ostatnie badanie tej sondażowni z 19 grudnia daje partii Kaczyńskiego 29%, a formacji Tuska jedynie 26%. Wyborcy Platformy zaczynają od niej uciekać, nie zadowala ich jednak oferta pozostałych ugrupowań. Rośnie liczba niezdecydowanych. A tam, gdzie jest ich dużo, wzrasta pokusa na nowe polityczne wynalazki.

Na lewej stronie mamy próbujące odzyskać dawny wigor SLD i Palikota, który próbuje chyba zbliżyć się trochę do centrum, lecz na razie wychodzi mu to co najwyżej tak sobie. Bez wątpienia ciekawiej zaczęło się dziać na prawo od PO. Szereg rozmaitych ruchów i zdarzeń w ciągu całego 2013 roku doprowadził ostatecznie do powstania ”Polski Razem Jarosława Gowina”. Ruchu w zamyśle twórcy mającego być formacją realizującą postulaty Platformy Obywatelskiej z początku jej działalności.

Wolny rynek, umiarkowany konserwatyzm obyczajowy, pochwała działań obywatelskich ma dać wymarzony sukces. Na razie w pierwszych sondażach partia oscyluje w granicach progu wyborczego, choć apetyty na pewną są większe. Z drugiej strony, wszyscy mają w pamięci los PJN, który zakończył swój żywot wraz z pojawieniem się ”Polski Razem”. Inna sprawa, że Platforma była wtedy znacznie silniejsza; no i ”Polski Razem” raczej nie pozostawi lider na krótko przed wyborami…

Dla rządzących nie był to łatwy rok. Budżet uchwalony w poprzednim roku okazał się mocno odbiegający od realiów i musiał być nowelizowany. Olbrzymie problemy sprawiła wchodząca w życie ustawa śmieciowa. Większość koalicyjna zdecydowała się odrzucić wniosek o referendum w sprawie reform edukacyjnych (przede  wprowadzającej obowiązek szkolny dla sześciolatków), mimo sporej niechęci społeczeństwa w stosunku do proponowanych zmian. A na sam koniec roku rozprawiono się w zasadzie ostatecznie z Otwartymi Funduszami Emerytalnymi, gdyż teraz obecność w OFE będzie już wyłącznie dobrowolna. Docelowo wszystkie składki ulokowane będą w ZUS.

Wszystkie te problemy miały swoje przełożenie w wyborczych porażkach: w uzupełniających wyborach senackich w Rybniku i wyborach samorządowych w Elblągu. W celu ratowania sytuacji konieczna była rekonstrukcja rządu, w wyniku której rząd opuścili najczęściej w ostatnim czasie krytykowani: Jan Vincent Rostowski, Joanna Mucha czy Krystyna Szumilas. Nowi ministrowie to w zdecydowanej większości osoby znane w środowisku partii rządzącej. Jedynie kandydatura nowego ministra finansów Mateusza Szczurka pozostaje swoistą zagadką – utrata przez ministra finansów posady wicepremiera świadczyć może jednak, że kluczowe decyzje w sprawie polityki fiskalnej państwa wcale nie muszą być podejmowane w gmachu jego ministerstwa.

Rekonstrukcja rządu wyłoniła też największego beneficjenta ostatniego roku. To minister Elżbieta Bieńkowska, która nie dość, że dostała we władanie powiększone ministerstwo, to dodatkowo jeszcze stanowisko wicepremiera. Choć Bieńkowska w rządzie Platformy jest od samego początku, nigdy nie była na pierwszej linii politycznego frontu. Nietrudno się domyślić, że premier Tusk chce, aby dotąd stojąca w cieniu minister od rozwoju regionalnego, w Nowym Roku stała się jedną z głównych frontmanek rządu.

Na przeciwnym biegunie Grzegorz Schetyna, który przegrał w tym roku wszystko – wybory na przewodniczącego dolnośląskiej PO, nie został także Sekretarzem Generalnym. Jego ludzie także tracą wpływy wewnątrz partii. Kto wie, czy rok 2014 nie będzie jego rokiem pożegnania z Platformą. W przeciwieństwie do Gowina, trudno wierzyć w jakieś szanse powołania przez niego nowej inicjatywy.

Warto odnotować, że w roku 2013 dość rzadko, w porównaniu do lat poprzednich, wracano do Katastrofy Smoleńskiej. Wysuwanie jednak wniosku, iż kwestie wyjaśnienia katastrofy z biegiem czasu tracą na znaczeniu, byłoby dość pochopne. Wydarzenia sprzed niespełna 4 lat nadal budzą wielkie emocje i – co pokazała ”afera trotylowa” –  stosunkowo łatwo ponownie stają się wydarzeniami, którymi żyje opinia publiczna w naszym kraju.

Rok 2014 na pewno będzie bardziej przełomowy. Czekają nas dwa wyborcze starcia – do europarlamentu i samorządów. Za rok o tej porze będziemy już na ostatniej prostej przed ostateczną rozgrywką – wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. Ten rok był więc ledwie rozgrzewką. Jakby to powiedział słynny konferansjer bokserski Michael Buffer, dopiero teraz ”Przygotujcie się na grzmoty! ”.

Media, Kultura, Sport

Prasa papierowa miała przechodzić do lamusa, ale trwa wciąż, choć w coraz gorszej kondycji. Niemniej jednak, żaden istotny tytuł z polskiego segmentu prasowego nie zniknął (chyba, że ktoś za taki uważał ”Przekrój”), choć wiele redakcji znów musiało zmniejszyć swoją liczebność, a ”Uważam Rze” z tygodnika stał się miesięcznikiem.

Na pewno był to dobry rok dla tzw. „mediów opozycyjnych”. TV Trwam wywalczyła sobie wielomiesięcznymi protestami koncesje na nadawanie na multiplexie. Powstała też Telewizja Republika, która choć ma wciąż problemy z szerszą dostępnością, stara się być alternatywą dla pozostałych telewizji newsowych.

Na uwagę zasługuje fakt premiery na kinowych ekranach dwóch filmów – wyraźnie obrazujących niektóre patologie życia społecznego w Polsce. Był to oczywiście ”Układ Zamknięty” Ryszarda Bugajskiego, przedstawiający prawdziwą historię trójki biznesmanów gnębionych przez szeroko pojęty aparat państwowy. Drugi, choć mający już znacznie mniejsze oparcie w faktach, to film ”Drogówka” Wojciecha Smarzowskiego. Oczywiście, obraz policji jest w tym filmie przejaskrawiony – nietrudno doszukać się analogi do współczesnej służby, której transformacja z Milicji Obywatelskiej nadal nie jest w pełni skończona. Filmy te wywarły bez wątpienia większy wpływ na widzów niż ”Wałęsa” Wajdy, który zadowolił tych, których zadowolić miał i obruszył tych, którzy mieli się tak poczuć.

W sporcie więcej smutków niż uśmiechu. Mundial w Brazylii nasi piłkarze obejrzą w telewizji i znów trzeba było szukać nowego trenera. Nie otworzyły się również od siedemnastu już lat niedostępne bramy Ligi Mistrzów. Marnym pocieszeniem jest fakt, że w najważniejszym piłkarskim wydarzeniu roku – finale LM na Wembley – udział wzięło aż trzech Polaków.  Nie był to także rok polskich siatkarzy, których występy w Lidze Światowej i Mistrzostwach Europy nijak nie można zapisać do udanych. Lepsze lata w swojej karierze miewała również Justyna Kowalczyk (brak złota na MŚ). Naród doczekał się jednak drugiego Małysza – Kamil Stoch został mistrzem świata w skokach narciarskich.

Podsumowanie

Stare chińskie przysłowie ”Obyś żył w ciekawych czasach…” raczej sprawdza się aktualnie. Bieg rozmaitych wydarzeń jest coraz szybszy i coraz trudniej przewidzieć, co nas czeka w następnym roku. Stary rok pozostawił za sobą sporo znaków zapytania, na które nowy będzie musiał lub chociaż będzie się starał odpowiedzieć. Jedno jest pewne – nudno raczej nie będzie. Czego sobie i Państwu życzę.